Hans Kloss, Schleswig Holstein i inni projektanci

Od dwóch dni po sieci krąży wideo o tym jak reporter TVN-u wkręcił blogerów modowych pytając
 o zdanie do nieistniejących kolekcji rzekomo zaprojektowanych przez znane nazwiska. Tyle, że nazwiska nie ze świata mody, a z filmu, estrady czy historii po prostu. Nie będę tu wklejać linku do reportażu, bo jak jeszcze raz go obejrzę, to Bóg mi świadkiem, że zwymiotuję. Wczoraj na fejsbukowych tablicach widziałam ten materiał częściej niż "szczęśliwego Nowego Roku" o północy w sylwestra.

Co ja sobie myślę o tym materiale? Myślę wiele i na pewno nie jednotorowo. Kilka lat blogowania nauczyło mnie, że na problem należy spojrzeć z każdej możliwej perspektywy i choć to zapewne nie przypadnie do gustu tym z was, którzy z łatwością zepchnęli ogół blogerów modowych do czarnej dziury z napisem "intelektualne półgłówki", to właśnie to tu zrobimy. Roztrząśniemy wszystkie za i przeciw. Tak przy okazji ciekawe, że każda awantura w mediach dotyczy tylko i wyłącznie autorów stron o modzie. Czemu takie rzeczy nigdy nie dotykają blogerów z innych branż? Odnoszę wrażenie, że przeciętnemu zjadaczowi chleba tak bardzo przeszkadza fakt, że młode dziewczyny robią dużą karierę i pieniądze na swojej pasji, że typowo polskim obowiązkiem jest ośmieszanie ich wizerunku przy każdej nadarzącej się okazji. Nie wiem, o co tu
w tym wszystkim chodzi, ale wydaje mi się, że ludziom zarabiającym 2 000 zł na etacie w nudnej korporacji robi się na sercu cieplej, kiedy uda im się po raz kolejny wytknąć jakąś wpadkę. Idę o zakład, że siedząc przed laptopem w szlaroku i z kubkiem gorącej kawy w ręce triumfalnie rozciągają się w fotelu krzyżując nogi z ironicznym półuśmiechem na twarzy szepcząc do siebie "wiedziałam, że to skończona idiotka!".
 No po prostu widzę to.

Ale zbaczamy z tematu. Zajmijmy się więc rozbiórką treści wideo na części pierwsze.
Do wyboru mamy kilka opcji.


Opcja 1 - Tak naprawdę to jesteście kretynami, którzy chcą się polansować na ściance

Taką opinię wydało jakieś 95% moich znajomych po obejrzeniu materiału. Dodam, że większość z nich
 z modą ma tyle wspólnego co ja z fizyką kwantową, nie przeszkodziło im to jednak w zaszuladkowaniu wszystkich osób zajmujących się modą jako totalnych ignorantów. Bawi mnie to o tyle, że prowadząc na ten temat dyskusję z moją znajomą, ta w rozmowie mimowolnie zaczęła mnie potępiać i traktować z wyższością, mimo, że nie przypominam sobie, żeby przez ostatnią dobę nasze wzajemne stosunki uległy jakiejś zmianie. Wyczuwacie lekką paranoję?

Chcąc być w 100% uczciwą muszę przyznać, że kilka osób w tym filmiku faktycznie strzeliło sobie w stopę.

Środowisko modowe słynie wręcz ze swojej bufonowatości i przyznanie się do niewiedzy lub noszenie czegoś, co było modne w tamtym sezonie jest gorsze niż deklaracja, że jest się przewodniczącym fan klubu Justina Biebera. Świat mody wydaje się być światem blichtru, celebrytów, wytwornych przyjęć i musujących bąbelków w kieliszkach. Któż z nas nie chciałby w ten sposób iść przez życie, dodatkowo na tym zarabiając? Skąd się biorą projektanci - krzaki wyrastający w polskim biznesie jak grzyby po deszczu, tworząc gówniane filcowe broszki w kształcie kogutka z ceną 399,000 PLN z kotlącą się w głowie nadzieją, że zawojują tym całą branżę? Właśnie z takiego przekonania.

A że w naszym kraju ze świecą szukać magazynu, w którym można by było przeczytać rzetelną recenzję
 z pokazu zamiast galerii zdjęć wszelkiej maści aktorek i aktoreczek, które naznaczyły swoim tyłkiem obecność na przedstawieniu, jest jak jest. No bo jak tu nie wierzyć w swój wielki, czający się tuż za rogiem sukces, skoro każda gazeta, bez cienia krytyki,  wychwala pod niebiosa Kupisza, Zienia, Baczyńską czy Jemioła? Pokażcie mi choć jeden artykuł w drukowanym magazynie (internetowe offowe się nie liczą,
bo takie nie docierają do mas), który wytknałby cokolwiek któremuś z naszych projektantów? Nie ma i nie będzie. Projektanci dają na reklamy, przesyłają prezenciki, a w zamian za to redaktorki pieją z zachwytu nad każdym możliwym słabym projektem (t-shirt z żuczkiem, bluza z kwiatkiem i napisem "The End" -  bez komentarza). Nie dziwnego, że ktoś, kto stoi z boku i guzik wie o zasadach panujących w tym światku, chce koniecznie go współtworzyć. Chce się przechadzać pośród twarzy znanych z ekranu telewizora z kieliszkiem różowego Martini w ręce i wierzyć, że jest tu kimś ważnym, bo się fajnie ubrał. Albo przynajmniej kimś ważniejszym od ciebie, bo on jest tam, a ty nie. Cóż za fejm poopowiadać potem na domówce u Krystyny, że Edyta Herbuś jest cudowna, a Woliński to prawdziwy gbur. W końcu - choć raz - to ty jesteś gwiazdą wieczoru, bo o gwiazdy się otarłaś. Nie musisz nawet ich znać, czy z nimi rozmawiać. Wystarczy, że byliście w jednym pomieszczeniu i oddychaliście tym samym powietrzem. Tacy ludzie też istnieją. Co zrobisz?

Dlaczego ludzie wypowiadają się na temat czegoś, czego nie mają pojęcia? Odpowiedź jest prosta
 - bo rozpczliwie chcą być częścią tej branży, uchodzić za ekspertów, udzielać wywiadów, prezentować uśmiech typu "Panorama Racławicka" przed ogniem fleszy papparazzich. Ukrywają to tylko chowając się za bezpiecznym oświadczeniem "interesuję się modą". I plotą bzdury na każdy temat, żywo udając zainteresowanie nieistniejącymi projektami, tylko po to, żeby nie dać się na tym przyłapać.


Opcja 2 - To jest dziennikarska prowokacja

I to jest opinia, którą po części w tym temacie reprezentuję. Dlaczego? Pozwolę sobie zacytować komentarz Oli, która była jedną z bohaterek filmiku. Żeby było jasne - nie piszę tego dlatego, że się znamy (bardziej internetowo niż w realu) i że chcę za wszelką cenę oczyścić jej dobre imię. Piszę to dlatego, że wiele osób, które zbyt pochopnie podpięły blogerów modowych pod punkt 1, są zbyt dumni, aby pokusić się
 o sprawdzenie innych opcji, zapytać o zdanie samą zainteresowaną. 

" (...) Wczoraj jeszcze cała sytuacja była śmieszna, jak bardzo moja wypowiedź została okrojona i wyrwana z kontekstu (oczywiście na potrzeby zrobienia z ludzi debili, a dokładniej ze mnie), ale dzisiaj, kiedy dostałam w tej sprawie już kilkanaście wiadomości, chcę Wam tylko napisać jedno. Nie znajdziecie w tym materiale słów na temat kolekcji Haliny Mrożek, ani mojego zaprzeczenia na pytania Chajzera odnośnie wyimaginowanych kolekcji, ponieważ nie to było celem dziennikarza szmatławej telewizji (...)."

Nie macie chyba pięciu lat i z pewnością nie muszę Wam tłumaczyć, jak sprytna żonglerka montażem materiału potrafi zmienić pierwotną wypowiedź. Żyjemy w czasach, w których sensacja sprzedaje się najlepiej, a czymże innym jest materiał rzekomo obnażający brak elementarnej wiedzy osób skupiających wokół siebie okresloną społeczność? 

Nie mówię, że wszyscy występujący w tym filmie zostali po prostu wykorzystani, a ich wypowiedzi okrojone. Totalny facepalm zaliczyła dziewczyna organizująca salę, a także dwie panienki w kapeluszach, które po prostu brnęły z kłamstwa w kłamstwo z takim przekonaniem, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że potrafią też sprzedać piasek pustynny Arabom. I to jako czarnoziem. 

Nie rozumiem jednak i nie będę bronić tłumaczeń typu "Pan Chajzer poprosił, żebym zmyślał, bo potrzebował materiału, więc się zgodziłem". Faktycznie, bo kilkakrotnym odtworzeniu materiału widać,
 że niektóre osoby wypowiadają się nadzwyczaj pewnie, "rzeczowo" i ledwo powstrzymując śmiech, ale sorry, jak się robi w telewizji idiotę na własne życzenie, to nie ma co potem płakać, że pół Polski wytyka cię palcami. To tak, jakby dać złodziejowi kartę bankomatową z PINem, a potem mieć pretensje, że cię okradł. Głupota nie boli i można było po prostu odmówić. Bo nie sądzę, że Chajzer wymuszał zgodę na te brednie
 z przystawionym do skroni pistoletem. W dorosłym życiu trzeba brać konsekwencje za swoje własne czyny i takie tłumaczenia wydają mi się zwyczajnie idiotyczne.

Wracając do etyki dziennikarskiej, to czytając w necie rozmaite komentarze dotyczące tej sytuacji, natknęłam się też na informację, że podobno już raz Pan Chajzer dostał reprymendę za zbyt frywolne
i beztroskie podejście do swoich reportaży. W filmiku obnażył kulisy montażu materiału, jaki codziennie możemy oglądać w wieczornych programach informacyjnych, potwierdzając, że większość z nich to pseudointelektualna sieczka, bazująca na niewiedzy przeciętnego odbiorcy. Wychodzi więc na to, że to sama telewizje wymusza na swoich pracownikach tego pokroju pracę. Sprawna żonglerka słowami, wykorzystanie hałasu w pomieszczeniu - wszystko jest socjotechnicznym sposobem, który może sprowadzić rozmówcę na manowce. Przypomina mi to trochę kawał, gdzie jedna osoba imituję rękoma grę na skrzypcach, swobodnie rozmawiając o duperelach i po 5 minutach pytając znienacka na jakim instrumencie grał Chopin. Ubaw po pachy gwarantowany, pytanie tylko czy błędna odpowiedź jest wynikiem faktycznej niewiedzy czy manipulacji.

 Do przemyślenia.


Opcja 3 - Czy skoro lubię chleb, muszę wiedzieć z jakiej mąki się go piecze?

Odejdźmy teraz od tematu i pofantazjujmy trochę o tym, co powinien, a czego nie powinien bloger modowy. Wielokrotnie spotykam się z opiniami, że na osobach prowadzących własne strony w sieci ciąży odpowiedzialność oświecania i uświadamiania swoich czytelników. Wskazywania drogowskazów, służenia swoją ekspercką radą. I ja się generalnie z tym po części nie zgadzam. Co innego, jeżeli otwieram stronę portalu internetowego zrzeszonego - dajmy na to - wokół tematyki smartphonów. Wychodzę wtedy
 z założenia, że pracują tam znawcy swojej dziedziny, informacje są rzetelne, a artykuły poparte naukową wiedzą. Oczekuję profesjonalizmu od proesjonalistów.

 I pytam sama siebie, kiedy i dlaczego taki obowiązek narzucono też na blogerów?

Skoro blogowanie bierze się zazwyczaj z pasji, nie oznacza to od razu, że też z wiedzy. Czy fakt, że bez pomocy Google nie jestem w stanie wymienić głównego projektanta Balenciagi, a gdyby nie filmik Radzkiej do dziś wymawiałabym nazwisko Francois Pinoult jak ostatnia sierota, kompromituje mnie jako blogerkę modową? Czy to oznacza, że nie mogę wypowiadać się na branżowe tematy? Czy mam w ogóle prawo mówić, że uwielbiam modę czy może zamiast mody lubię po prostu siebie fajnie wyglądającą?

Zaczynając swoją przygodę z blogowaniem wyglądałam jak pół dupy zza krzaka, lubowałam się w cekinach i dżecikach, moimi ulubionymi butami były 16-centymetrowe platformy, a u swojej stylistki tipsów spędzałam tyle samo czasu, co na solarium. Z czasem zaczęłam czytać o historii mody, odkopywałam stare kolekcje ulubionych projektantów, poznawałam nowe nazwiska, sposoby produkcji materiałów. Mój gust zmienił się totalnie, a wraz z nim podejście do modowego konsumpcjonizmu. Kiedyś wychodziłam z przymierzalni zabierając połowę nowych ciuchów do kasy, teraz spokojnie wracam do domu, sprawdzam portale internetowe, porównuję ceny, szukam tańszych i lepszych opcji. Kupowanie stało się alternatywą, a nie przymusem. Paradoksalnie świadomość, że mogę to kupić, ale nie muszę stała się bardzo oswobadzająca.
 Z drugiej strony coś mnie jednak też zniewoliło. Siedząc dłużej w branży modowej zatraciłam obiektywizm własnego gustu. Na niegdyś zajeżdżający mi totalnym obciachem motyw krowich łat na ubranich teraz patrzę z myślą o Balmain. Adidasy do sukienki? Po bliższej obdukcji nieśmiało stwierdzam, że nie jest złe, tydzień później kupuję pierwsze Air Maxy. Nie zrozumcie mnie źle - nie jestem żadną ofiarą mody, nie ganiam za trendami z wywieszonym językiem. Wybieram to, co lubię i noszę na swój sposób, nie wyrzucając ubrań po jednorazowym założeniu. Chodzi mi o to, że kiedyś po prostu wzięłabym do przymierzalni sukienkę
 w kratkę tylko dlatego, że uważałam, że jest ładna. Dziś patrząc na sukienkę w kratkę odpędzam się od natarczywej myśli o Celine. Radość z zakupów stała się taka jakaś wyrachowana, przeliczająca nowe ubrania na stopień modowej zajebistości, za każdym razem zgarniając bonusowy punkt za coś, co przypomina projekt ze światowych wybiegów. 

Piszę to po to, żeby unaocznić wam, że nie powinno wymagać się od blogerów encyklopedycznej wiedzy ze swojej dziedziny, bo bloger to przede wszystkim osobowość. To ktoś, kto interesuje was ze wględu na to, co mówi i jak wygląda, jakim jest temperamentem i gdzie bywa. Można o historii mody nie wiedzieć nic,
 a wyglądać zajebiście, bo styl nie jest wypadkową wiedzy, a nas samych. Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem pierwsi rzucicie kamieniem w blogerów modowych za ich braki w wykształceniu. 


(I żeby nie było - nie usprawiedliwiam glupoty i zdaję sobie sprawę, że Chajzer pytał nie o ikony mody, ale
 o ludzi, postacie i statki, które de facto każdy przeciętny człowiek znać powinien. Nie mniej jednak z wielką chęcią zobaczyłabym was samych udzielających poprawnych odpowiedzi. Kto nigdy nie był bohaterem żadnego wywiadu nie powinien się w tej sprawie w ogóle udzielać, bo stres towarzyszący publicznym wystąpieniom potrafi odjąć rozumu nawet najbardziej wyszczekanej osobie.)



39 komentarze :

    1. Amen. A ten mały druczek o kamerze i na zywo to moim zdaniem wineń być podkreślonym szeryfem napisany.
      Ludziom łatwo przychodzi wyśmiewanie się w innych a nikt nie wypowiadał się do kamery i nie maj pojęcia jaki to jest stres dla osoby która kamer nie traktuje jak kumpli bo widuje się z nimi po naście godzin dziennie.
      Też byłam w TV. Na zywo. I daleko mi do zahukanej i zestresowanej laski która odłącza wtyczkę w mózgu jak patrzy na nią szklane oko. Ale to jest mega stresujące, Głos Ci się trzęsie, jest się spiętym i ogromu samozaparcia i samoświadomości wymaga nie palnięcie głupoty tylko zastanowienie się nad odpowiedzią zanim sie odezwiesz i usłyszą Cię tysiące ludzi.

      OdpowiedzUsuń
    2. Nie wiem, czy takie porównanie jest na miejscu, ale czytałam dzisiaj tekst Tamary na ten sam temat i Twój przy jej wypowiedziach jest mistrzowski! Bardzo podoba mi się,że masz odwagę napisać co myślisz, nie starasz się niepotrzebnie ubierać tego w elokwentne słowa, uwielbiam!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Przeczytałam dopiero teraz, żeby się czasem podświadomie mimowolnie nie zainspirować i tak, jak jej nie lubię, to muszę przyznać, że moim zdaniem tekst jest bardzo dobry.

        Nie zmienia to jednak faktu, że ślicznie dziękuję za komplement :-D

        Usuń
    3. Pięknie. Podoba mi się Twój tok myślenia, a cała afera wzięła się z połączenia części każdej opisanej przez Ciebie opcji.

      OdpowiedzUsuń
    4. Napisałaś dokładnie to co miałam w głowie, dzięki!

      OdpowiedzUsuń
    5. przecież wiadomo, że info z TVN trzeba zawsze podzielić przez 3 :D

      OdpowiedzUsuń
    6. Czekałam na ten wpis. I warto było czekać :)

      ;*

      OdpowiedzUsuń
    7. To po co udawali, że znają tych wyimaginowanych projektantów. Nie wierze, że robili to, bo Chajzer ich prosił. Moim zdaniem to wynika z pychy. Piszesz tutaj, że nie muszą byc ekspertami no i masz racje, ale to po co udają, że nimi są?

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No właśnie to jest dobre pytanie. Ja obstawiam opcję 1 z tekstu - bo chcą czuć się ważni, przynależeć do grupy?

        Usuń
    8. jestes niesamowita.. ciezko mi zamknac buzia moja ladna -a tobie sie to udalo. jestes pod wrazaeniem.
      dziekuje

      OdpowiedzUsuń
    9. Ale widzisz jacy blogerzy są zakłamani i jacy fałszywi nie wiedzieli o kogo chodzi a jak odpowiadali.Porażka chcieli się pokazać że się orientują hahahaha i wiedzą o co chodzi.Pewnie każdy bloger i blogerka taki tępy .Prawdę Pokazał.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No jasne, a wszyscy Niemcy to faszyści <3

        Usuń
    10. No :) czuję się po tej lekturze, jakbym się smacznie najadła :D w sensie, usatysfakcjonowana :)
      A co do pracy w korpo za 2000... to też jest nic nie robienie i zarabianie, prawdziwa praca to jest na kasie w supermarkecie, albo w kopalni!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie przesadzaj. Każda praca wymaga nakładu sił. Czy to intelektualnych, czy fizycznych.

        Usuń
      2. To był oczywiście sarkazm, jednak wyjęty z ust osób, które właśnie na kasie pracują i uważają, że to jest prawdziwe życie, a nie to, które mają wykształciuchy czy, cogorsza, blogery albo selebryty!

        Usuń
    11. Bardzo dobrze ujęłaś cały temat. Początkowo też sobie pomyślałam - "no nieźle, jak można wypowiadać się o czymś, o czym nie ma się pojęcia, jak można nie wiedzieć kto to był Hans Kloss itd", ale po jakimś czasie spojrzałam na ten problem szerzej. Oczywiście, że temat jest bardziej złożony, ale ludzie oczywiście przyjęli to, co podała im na talerzu telewizja, to co najbardziej atrakcyjne - "bo znowu udupili tych przygłupich blogerów".

      A wiesz co, mnie zaczyna już denerwować ta cała nagonka na blogerów modowych. Fakt, zrobiło się ich w Polsce dużo, a nowe blogi ciągle powstają jak grzyby po deszczu, ale czy daje to prawo do natężonego krytykowania ich i wyśmiewania? Mówienia, że blogerzy już "się kończą"? (program "Na Językach") W żadnym innym państwie tak nie jest.

      OdpowiedzUsuń
    12. Przeczytałam od deski do deski. Zdaję sobie sprawę, że mogła to być ustawka, ale kto zgodziłby się na publiczne poniżenie jego wiedzy i inteligencji? Czy rzeczywiście tak trudno powiedzieć „Hmm, nie kojarzę/nie znam.”, bądź przed wejściem na salę uważnie przejrzeć listę projektantów?
      Najbardziej zgadzam się z opcją nr 3. W temacie wspomnianych przez Ciebie Air Max’ów, zanim założyłam bloga, Lity Jeffreya Campbella traktowałam z pogardą. Były to dla mnie najbrzydsze buty na świecie, wyglądające jak kopyta. Teraz posiadam jeszcze ‘brzydsze’ Everesty, z których jestem bardzo dumna i z uśmiechem na twarzy gnam w nich przez polskie ulice. Posiedziałam trochę na różnego rodzaju stronach dotyczących mody (nie tylko blogach) i zmienił się mój kąt postrzegania mody. Teraz nie wszystko co powszechnie uważane jest za ładne i estetyczne trafia w mój gust. ;)

      Pozdrawiam.

      OdpowiedzUsuń
    13. Zgadzam się prawie ze wszytskim. Bloger modowy to nie ekspert modowy, więc nie musi znać się na wszystkim co z modą związane, ale przeraża mnie fakt,jak łatwo i swobonie te ososby kłamały.I chyba nie tylko w branży modowej da się zauważyć to zjawisko( pokazać pewność siebie ponad wszytsko, bo wtedy będą się ze mną liczyć)

      OdpowiedzUsuń
    14. W punkt! Gratuluję odwagi, bo jak sama napisałaś 95% osób uzna blogerów modowych za głupków, w dużej mierze z zazdrości. Dobrze się to czytało, będę tu zaglądać. :)

      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dlaczego każdą krytykę blogerek modowych od razu uzasadnia się zazdrością, trawiącą krytykantów? Zazdrościć można osobom obdarzonym czymś, czego sami nie jesteśmy w stanie osiągnąć, np. z braku talentu. Mogę zazdrościć wybitnemu fizykowi nagrody Nobla, bo wiem, że jej nigdy nie zdobędę. Mogę zazdrościć odziedziczenia gigantycznego majątku, bo też bym tak chciała, a wiem, że to się nie zdarzy. Nie zazdroszczę popularności i/lub kasy z bloga modowego, bo gdybym jej chciała, to też bym taki stworzyła (w tym miejscu doceniam wysiłek nielicznych blogerek, także Autorki tego bloga) - ale nie chcę. Nie zazdroszczę figury rozmiar 0 - przecież sama też mogę się zachudzić - ale nie chcę. Przykłady można mnożyć.
        Nie uznaję kogoś za głupka z zazdrości - do takiego sądu może mnie nakłonić tylko czyjeś głupawe zachowanie. Nieumiejętność przyznania się do niewiedzy, wynikająca najczęściej z ochrony własnej samooceny, po prostu mnie śmieszy ;)
        pzdr
        Magdalena

        Usuń
    15. Odpowiedzi
      1. Nie wiem czyj. Z dupy to są takie komentarze, które nic nie wnoszą do dyskusji.

        Usuń
    16. i to jest to. Najlepsze skwitowanie tematu, jakie widziałam!

      OdpowiedzUsuń
    17. Moim zdaniem bardzo dobre podsumowanie tematu, który ku mojemu zdziwieniu jest na pierwszych stronach portali społecznościowych. A komentarze świadczą tylko o braku tolerancji i zawiści wobec siebie Polaków. Moim zdaniem mamy debili w każdej branży wiec napadanie tylko na blogerów jest bez sensu. Serdecznie pozdrawiam.
      http://balakier-style.pl/

      OdpowiedzUsuń
    18. Chyba zbyt dosłownie potraktowałaś pojęcie 'blogerzy modowi'; szczerze - ile z ankietowanych osób znasz i mogłabyś powiedzieć coś więcej o prowadzonych przez nich blogach, opiniach na temat aktualnych trendów czy historii mody? Czujesz się urażona, że wpakowano cię do jednego wora z nimi, ale czy naprawdę ci, którzy zamieszczają zdjęcia tzw. stylizacji i posługują się utartymi schematami w wyrażaniu opinii na temat pokazów - mogą w ogóle aspirować do miana znawców mody? Zarabianie na prowadzonym blogu o ciuchach to jedno; klasa, styl i znajomość branży oraz autentyczna wiedza nie bolą. Amatorstwo podczas robienia z siebie osoby wszechwiedzącej przy jednoczesnej żenującej ignorancji odnośnie znaczeń wypowiadanych nazw /nazwisk to żaden powód do litowania się i brania w obronę osób, które na własne życzenie się ośmieszyły. Możesz wykazać się wspaniałomyślnością, myślę jednak, że nie byłoby źle widziane z ich strony przyznać się do niewiedzy lub wybrnąć w sposób żartobliwy z zadawanych pytań; objawem pustki i braku jakiegokolwiek krytycyzmu wobec siebie jest brnięcie na oślep, byle tylko wysunięty przed nos mikrofon nie odwrócił się przypadkiem z kamerą do kogoś innego..

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Czy ja tych ludzi bronię jak lwica? Sama śmieję się z ich głupoty. Różnica polega na tym, ze ja rozumiem tą sytuację jako wypadkową różnych konsekwencji, a wy z uporem maniaka kwitujecie to jako parcie na szkło i wewnętrzny idiotyzm.

        Usuń
    19. Mozna zamilknac, odmowic komentarza natomiast jesli ktos decyduje sie na udzielenie wywiadu to niech bierze odpowiedzialnosc za swoje slowa bez wzgledu na to czy jest politykiem, przedstawicielem kosciola czy blogerem modowym. Jesli jakas osoba pod presja srodowiska, z pelnym zaangazowaniem plecie kompletne bzdury, wiedzac przeciez, ze nie ma zielonego pojecia na jaki temat sie wypowiada to jest albo kompletnym pozerem albo kompletnym kretynem. Czy naprawde warto szukac usprawiedliwienia dla takich ludzi bez wzgeldu na to z jaka branza sie identyfikuja... Anka

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dokładnie, nawet jeśli nie skojarzyli H.Klossa, spoko ale to zadufanie, te miny, sorry? jeśli czegoś/kogoś nie znam potrafię się przyznać do nie wiedzy.Uprzejmie przypominam też o tekstach w komentarzach, słowo krytyki i słyszymy jakie to jesteśmy głupie, nieobyte, cebulaki i w ogóle anonimy i jak śmiemy się wypowiadać? Więc chyba mamy prawo oczekiwać jakiejś wiedzy skoro sami blogerze nakręcają swą 'świętość"

        Usuń
    20. ojej... czytam niektóre komentarze i powoli przestaje mnie zaskakiwać poziom wypowiedzi bohaterów tego materiału;)
      A zupełnie z innej, bo dziennikarskiej strony: Chajzer zrobił o wiele lżejszą kalkę z amerykańskiego show. Ktoś, kto dla mnie nie wygląda modnie, tylko wulgarnie, pstrokato i na pewno nie wyjątkowo (case: przyjrzyjmy się większości zdjęć z FW w Pl - no litości), a to wręcz ślini się do mikrofonu i robi z siebie zwyczajnego idiotę, nie zależnie od tego z jakiej byłby branży, jest po prostu tragikomiczny. Jest duży hejt na blogerów modowych i hasło szafiarki (case: Kasia Tusk i info o jej zarobkach nieco zmieniają ocenę wielu ludzi), to się teraz sprzedaje. Pół roku temu sprzedawała się matka madzi z Sosnowca, teraz hejt na faszynblogi (zabieg celowy), a za 3 miesiące hitem może być np. gloryfikacja drewnianych zabawek... Chajzer z 1 strony obnażył próżność, a z 2 poszedł na łatwiznę - teraz wręcz trendy jest hejtowanie blogerów modowych.

      OdpowiedzUsuń
    21. Ja rowniez mysle, ze powstaly filmik jest miksem tych trzech opcji...a to daje do myslenia.

      OdpowiedzUsuń
    22. Stanowczo wyczerpałaś temat. Najlepszy tekst jaki czytałam na ten temat, który wziął pod uwagę każdą możliwą opcję (chociaż znając życie jeszcze ze 100 innych wersji można by było rozważyć ;D)

      OdpowiedzUsuń
    23. Hej koleżankooo, powiem szczerze, że Twój tekst był jedynym o którego przeczytanie pokusiłam się a propos Chajzer Gate. Wszystkie te 'chodliwe' tematy przypominają mi internetowy bazar, gdzie każdy ćwieć-inteligent i pół-główek uzbrojony w oręż z trzech wyszukanych przymiotników ma się za guru, ot magia internetu...Do Ciebie zajrzałam, bo wiedziałam, mówiąc oględnie, że się nie boisz. Nie zawiodłam się.

      Smutno mi przede wszystkim z jednego powodu - że do takiej prowokacji nie doszło na łódzkim FW z udziałem bloggerów i bloggerek uchodzących za 'poważnych' (czyt. prowadzących dochodowe strony) i że nie przeprowadziła jej osoba powszechnie w środowisku kojarzona, co pozwoliłoby im połknąć przysłowiowy haczyk. Ręczę czaszką, oraz kończynami w liczbie 4, że większość by się wyłożyła zjawiskowo. I owo 'wyłożyła' rozumiem jako brnięcie w spiętrzone kłamstwa, nie rzeczywistą znajomość historii mody i skorelowanych nazwisk, bo do prowadzenia bloga 'o modzie' nie kwalifikuje żaden test z wiedzy...
      Czy jestem złośliwa i zawistna? Złośliwa odrobinkę, ale w mało zapiekłym wydaniu - ot, bawi mnie to i owo, zawistna raczej nie. Blogowanie nie wydaje mi się wcale wymarzoną pracą, raczej czymś bardzo stresującym (w wydaniu zarobkowym), czemu trzeba podporządkować większość dziedzin swojego życia.
      Co się zaś tyczy zalewu fb komentarzami a propos, to klasyczny przypadek 'pars pro toto'

      A o casusie wiary w bycie kimś ważnym, bo się akurat fajnie ubrało (a obok Grycanki i Zosia Ślotała, ktokolwiek zacz) jęczałam Majewskiej Magdzie bodajże na pierwszym FW, hihi

      Pozdrawiam, kłaniam się i gratuluję tekstu

      OdpowiedzUsuń
    24. A tak w ogóle to kto to jest Chajzer?
      A czy w blogowaniu nie chodzi o trochę o bycie outsiderem w stosunku do mediów publicznych?
      Czy w ogóle nie chodzi o to w całym internecie? O alternatywę?
      Podobał mi się Twój tekst ;)

      OdpowiedzUsuń