Paradoks polegał na tym, że miałam miliard ubrań, a nie miałam w czym chodzić. Za duży wybór, zbyt kiepska jakość, zero sensu i logiki w zakupach.
Opamiętałam się przy którejś z przeprowadzek. Kilkanaście wielgachnych kartonów ciuchów, które w ogóle do mnie nie przemawiały. No bo ani to mój styl, ani to ładne, ani praktyczne. Dość! Coś z tym trzeba w końcu zrobić! Prawie 3/4 oddałam koleżankom, te droższe sprzedałam na Allegro, najgorsze jakościowo po prostu zostawiłam przy śmietniku. Moja szafa stała się przejrzysta i wyposażona w ulubione rzeczy. Ulubione na tyle, że na blogu pojawiają się czasem aż do znudzenia. Czarne botki z przezroczystymi obcasami, klasyczna skórzana ramoneska, szalona sukienka z gorylem, w której przetańczyłam połowę zeszłorocznych wakacji. Za nic mam komentarze pod postami, że ciągle to samo i że wieje nudą. Nie zarabiam milionów (jeszcze), nie mam męża - sponsora, pan listonosz nie zasypuje mnie codziennie setką paczek - niespodzianek, a ubrania choć są w moim życiu ważne, to nie najważniejsze. Nie mówię, że żyje w zakupowej ascezie, ale do mojej garderoby trafia teraz tylko to, co naprawdę mi się podoba. I choć zdarza mi się zaszaleć, staram się zachować zdrowy rozsądek i nie sugerować się tym, co widziałam u innych.
Strasznie wścieka mnie odzieżowy wyścig szczurów niepotrzebnie lansowany przez marki, ale i też przez blogerki. Ludzie, ogarnijcie się! Przeciętna nastolatka nie posiada 14-częściowej szafy, Hunterów we wszystkich kolorach tęczy i kolekcji okularów przeciwslonecznych po 1200 zł od pary! Nie ma się co zadręczać brakiem najmodniejszej sukienki w czarno - białe romby, jeżeli nie jest w Twoim stylu. No bo czy naprawdę jej potrzebujesz? Czy chcesz ją dlatego, bo mignęła Ci w ostatnim poście popularnej blogerki?
Świadomość wyborów, a nie ślepe podążanie za tłumem. Chyba tego najbardziej brak mi w naszej polskiej blogosferze.
sukienka - h&m, naszyjnik - Atmosphere, buty - Asos, pierścionek - ?
Fot. Dawid


























































