Amazing Grace

Kilka dni temu obejrzałam film "September Issue", dokument opowiadający o kulisach powstania wrześniowego numeru amerykańskiego Vogue'a w 2007 roku (tak wiem, moje bycie na bieżąco z modowymi filmami oszałamia) i zachwyciłam się osobą Grace Coddington. Opanowana, ciepła, skromna i cicha dyrektor kreatywna, z burzą rudych zniszczonych włosów zrobiła na mnie duże wrażenie (zdaję sobie sprawę, że te włosy to jej znak charakterystyczny, ale oglądając film z urywkami z Grace w roli głównej miałam ciągłą i nieodpartą chęć nałożenia na jej pukle balsamu wygładzającego). Na ekranie została przedstawiona jako prawa ręka Wintur, jako idealne uzupełnienie myśli i charakteru władczej dyrektor naczelnej. Moim zdaniem obserwując kolejne sceny filmu odnosi się jednak inne wrażenie.




Grace Coddington całe życie marzyła o pracy w Vogue'u. Będąc nastolatką , mieszkającą w niedużym miasteczku, z dala od butików sławnych projektantów i centrum modowych wydarzeń, magazyny brytyjskiego Vogue'a były dla niej jedynym łącznikiem ze światem fashion. Często zdobywała je z opóźnieniem, niekiedy dopiero w 3 lub 4 miesiące po dacie wydania. "Uwielbiałam wertować poszczególne kartki i marzyć" - powie po latach. Po przeprowadzce do Londynu rozpoczęła przygodę z modelingiem, jednak dopiero wygrana w konkursie "British Vogue's Modeling Contest" w kategorii "Young Idea" w pełni otworzyła Coddington drzwi do świata mody. W 1961 roku została twarzą Vidal Sassoon z włosami obciętymi na nowatorskiego jak na tamte czasy boba, który od tamtej pory stał się charakterystycznym lookiem młodego fryzjera (sławne " Five-Point Cut"). W środku trasy po Anglii promującej Sassoona Coddington w wieku 26 lat ulega poważnemu wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego traci lewą powiekę. "Na szczęście znaleźli moje sztuczne rzęsy" - zażartuje w wywiadzie kilka lat później. Po pięciu operacjach plastycznych próbuje wrócić do modelingu, ale Beatrix Miller, ówczesna naczelna brytyjskiego wydania Vogue ma dla niej inną propozycję i w 1968 roku zostaje junior fashion editor magazynu. Awansuje dopiero po ośmiu latach pracy jako jedna z lepszych stylistek w kraju. Po objęciu przez Annę Wintour stanowiska redaktor naczelnej brytyjskiego Vogue'a Coddington odchodzi Vogue'a. Ich wizje co do prowadzenia pisma na tamtym etapie okazują się zbyt rozbieżne. "Styl Anny był wtedy dla mnie zbyt sexy", tak skomentuje później swoją decyzję. W 1988 roku Wintour zostaje szefową amerykańskiego Vogue'a i w tym samym roku ściąga na pokład Grace, tym razem jako dyrektor kreatywną działu mody. Grace Coddington zostaje nią do dziś.

Film "September Issue" pokazuje Grace jako wrażliwą, romantyczną estetkę z niesamowitym wyczuciem stylu. Momentami zbyt wrażliwą. Oglądając dokument odniosłam wrażenie, że 70-letnia Coddington staje się coraz mniej odporna na krytykę Wintour. I że niektóre z decyzji naczelnej przyjmuje do siebie zbyt osobiście. Jest to szczególnie widoczne w scenach, w których Anna każe usunąć ze wstępnego projektu magazynu zdjęcia, które wzruszona Coddington kilka chwil wcześniej określiła mianem przepięknych. Rozczarowanie i niezrozumienie są wręcz wymalowane na jej twarzy i momentami zastanawiam się, gdzie w filmie ukazane jest to perfekcyjne dopełnienie tych dwóch kobiet, ta metafora ich dwóch jako yin i yang, ten rzekomo idealny balans pomiędzy artystycznym zacięciem Grace i biznesowym zmysłem Anny. Bo patrząc na często po prostu smutną rudowłosą dyrektor kreatywną  tego wzajemnego dopełnienia nie znajduję. I zastanawiam się, czy sławna na cały świat oschłość i szorstkość w obejściu Anny Wintour faktycznie topnieje tylko w stosunku do jej dzieci. Najwidoczniej tak.

Z filmu zapamiętam cudowną Grace Coddington z rozpuszczonymi, roztrzepanymi długimi włosami jako autorkę niesamowitych sesji i twórczynię amerykańskiego Vogue'a. Tak właśnie - jako twórczynię! Bo to dzięki niej i jej produkcjom jeden z najbardziej wpływowych magazynów o modzie na świecie cieszy się taką renomą. Annę Wintour pozostawiam w mej pamięci jako kobietę, która z szeregu podsuniętych jej pod nos gotowych dzieł sztuki wybiera kilka najwspanialszych.

Tylko i aż tyle.

Zrobiło się trochę patetycznie, choć nie taki był mój cel :-). A Wy oglądaliście już ten film? 

Jakie są Wasze wrażenia?





kategorie:

9 komentarze :

    1. widziałam i scena z odrzuceniem tych zdjęć mnie dosłownie rozwaliła, tym bardziej,że też uznałam je za piękne!

      OdpowiedzUsuń
    2. Oglądałam to jakiś czas temu. Chyba do 3 rano. Fascynująca kobieta. Takich ludzi chciałoby się mieć przy sobie.

      OdpowiedzUsuń
    3. strasznie chciałam obejrzeć, ale nigdzie nie mogłam naleźć... gdzie mogę go kupić/ściągnąć/obejrzeć w necie?

      Ania

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. My ściągaliśmy z netu, ale teraz nie pamiętam niestety z jakiej dokładnie strony :/

        Usuń
    4. Ja oglądałam na TVN Style dość późno w nocy. Ta Wintour to jakiś tyran...

      OdpowiedzUsuń
    5. Świetny blog :)
      Zapraszam do mnie: transsexualtsar.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
    6. nigdy o niej nie slyszalam- ale bardzo ciekawie o niej opowiadasz ;)

      OdpowiedzUsuń
    7. przyznam, że jeszcze pół roku temu (plus minus, czyli przed seansem September Issue) nie miałam pojęcia, że burza rudych włosów, która często towarzyszy Annie W. należy do Grace Coddington. Po "Spetmeber Issue" miałam dokładnie te same wnioski. Zapałałam uwielbieniem do Grace i teraz ona pierwsza rzuca mi się w oczy przy wszelakich pokazach.

      OdpowiedzUsuń