Barcelona, Park Güell

Trochę mnie tu nie było, bo zatrzymała mnie nowa praca na pełny etat. Taka wiecie, totalnie nie glamour, ze wstawaniem rano, pożeraniem kanapki z pasztetem w biegu do auta i z obowiązkowym mundurkiem. W statusie na fejsie nie mam już "właściciel, freelancer, wolna dusza, artysta" Na insta nie ładuję zdjęć ładnego jedzenia, bo po powrocie z pracy jestem tak głodna, że zanim przypomnę sobie o tym, żeby liść sałaty ułożyć prostopadle do kotleta, zawartość talerza już dawno ląduje w moim żołądku. Nie mam czasu na rozmyślanie o tym, czy beżowa mini nie gryzie się z różową kurtką, bo i tak siedzę nad papierami, a ze względu na sobotnie poranki w biurze prawdopodobieństwo wyjścia do ludzi w piątkową noc i alkoholowego sponiewierania się do nieprzytomności jest tak duże jak talent pisarski panny Mercedez i skromność Orzechowej Dziewczyny



Mój dzień stał się miałki, bezsensowny, płaski i nieatrakcyjny. Przestały mnie obchodzić modowe skandale, towarzyskie spędy na lampkę szampana za darmoszkę w znanym showroomie, w totalnym poważaniu mam kto kogo oczernił w komenatrzu na blogu, a kto po raz kolejny pokazał tyłek na evencie w Warszafce. Wywaliłam na fejsie połowę projektantów, odhaczyłam z obserwowanych wszystkie modowe strony, które nie dawały w zamian nic, a mamiły i ogłupiały. Odcięłam się od fałszywych uśmiechów i plotek za plecami.

Stałam się zwykłym zjadaczem chleba, pracownikiem rodem z korpo, dziewczyną jakich tysiące.

Taką, która wykorzystuje każdą wolną chwilę na spotkania z przyjaciółmi, bo wie, że czas to produkt luksusowy.

Taką, którą stać na fajne życie, drogie zakupy, bywanie w knajpkach i spontaniczne koncerty.

Stałam się tą, która pożycza kasę koleżankom - niebieskim ptakom, które są zbyt dumne, by przyznać, że własny biznes z barwieniem batikowych t-shirtów idzie chujowo i trzeba by się było rozejrzeć za innym zajęciem, bo życiowy plan na bycie "sławnom modowom blogerkom" też nie do końca się sprawdził.

Stałam się kimś zwyczajnym - niezwyczajnym. Laską pracującą dla kogoś, a jednak dla siebie.

Stałam się turystką z Barcelony, która przyjechała tu na urlop, cieszącą się odpoczynkiem, słońcem i towarzystwem małża.


Przegrałam czy wygrałam?

Jeszcze nie wiem. 


































Sukienka - Arkadiusz Taraska, buty - Wojas, kurtka - Zara, torebka - Rozwadowska Bags, naszyjnik - Twoje Ph, złota bransoletka - h&m, opaska i pierścionki - Bijou, bransoletka w cętki - La Mania, okulary - Ray Ban

24 komentarze :

    1. gdzie pracujesz?:)

      OdpowiedzUsuń
    2. Nie masz dzieci?

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie mam, na chwilę obecną nie odczuwam potrzeby ich posiadania. Czy Twoja ankieta dotycząca mojego życia osobistego dobiegła już do końca?

        Usuń
    3. Superancka sukienka i fajowskie fotki, ładnie przerobione. Jakiego aparatu używasz?

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mamy Nikona, ale co jak i dlaczego i z jakim obiektywem napiszę Ci wieczorem, bo muszę spytać małża. Ja się kompletnie nie znam na tym sprzęcie ;)

        Usuń
    4. Wygrałaś, Ewo :)
      Piękne zdjęcia. Te kolory!

      OdpowiedzUsuń
    5. dobra, gratulejszyn, ale kto to jest orzechowa dziewczyna?:DDD hehe

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Cudze chwalicie, swego nie znacie? ;-P

        Usuń
    6. Stwierdzam iż nic tak nie dystasnsuje do miałkości jak zakopanie się w pracy i skupienie uwagi na życiu doczesnym, namacalnym i tym co się odbywa tu a nie w necie pośród ludzi, których nie znasz i najczęściej również nie lubisz.
      Myślę, że wygrałaś spokój w głowie na wielu płaszczyznach i brak frustracji tematami, które częśto nie są warte uwagi a co dopiero jakichś tam nerwów :)
      A wyglądasz absolutnie zjawiskowo <3

      OdpowiedzUsuń
    7. C, pojazdy po koleżankach po fachu są niskie.

      OdpowiedzUsuń
    8. Z dużym zaskoczeniem przeczytałam tekst, ale podoba mi się to, że tak dojrzale nakreśliłaś sytuację. Myślę, że z perspektywy czasu możesz dużo wygrać, bo będzie Cię stać nie tylko na fajny wyjazd czy zakupy, ale będziesz specjalistką w dziedzinie, która nie ulega chwilowym trendom, modom i zależnościom kto z kim kiedy i dlaczego. Bardzo podoba mi się Twój strój, wyglądasz w nim promiennie i bardzo kobieco. I wyglądasz na szczęśliwą, a nie wkurwioną jak na niektórych zdjęciach z przeszłości. Kwitnij dalej!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Oj, myślę, że błędnie interpretujesz moją mimikę ;)

        Pozdrawiam!

        Usuń
    9. Uwielbiam czytać Twoje teksty, są szczere i prawdziwe. Cieszę się, że wróciłaś :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję. Chciałabym pisać częściej, dobrze by było, gdyby się udało ;)

        Usuń
    10. fajnie napisalas :) ja tez jestem pracownikiem korporacji, ale dobrze mi z tym, dobrze mi z tym ze co miesiac stala kasa zostaje przelewana na moje konto, dobrze mi z tym, ze nie musze pozyczac kasy od nikogo, ze stac mnie na urlop i nowe szpilki. ta wygoda jest okupiona bardzo niewielka iloscia czasu wolnego, ale niech tak i bedzie, bo za duzy mieczak ze mnie, zeby powidziec, stop odchodze z korporacji robie cos wlasnego. obawa przed brakiem stalej pensyjki jest na tyle przekonujaca ze dalej wstaje ramo, ide do pracy i siedze w papierach 10godzin, ale nie narzekam bo takie zycie tez ma wiele plusow :) powodzenia Ewka :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dokładnie. 95% społeczeństwa tak żyje i ludzie jakoś nie narzekają. Myślę, że internet wymusza niezdrową potrzebę posiadania własnego biznesu, bo przecież jak się chce to można i na pewno się wybijesz. Znam dużo osób, które pozakładały swoje biznesy bardziej dla lansu i potrzeby udowodnienia innym, że w korpo się duszą, usychają itp, a prawda jest taka, że całymi dniami - za przeproszeniem - pierdzą w stołki i jedzą zupki chińskie z dżemem, bo żaden się nie przyzna, że popełnił błąd. Wbrew pozorom, żeby mieć dobrze prosperujący biznes trzeba być bardziej gorliwym, pracowitym, sumiennym i poukładanym niż pracując na etacie. Bo pieniądze się same nie zarobią, tylko trzeba je wypracować. Wkurzała mnie ostatnio ta presja, że tylko blogerki z własną działalnością mają mega życie, a reszta to nieudacznicy, którzy nie mieli w sobie wystarczająco motywacji i determinacji, żeby się wybić czy zaistnieć. Osobiście nie wiem, czy zarobienie 5 tysi raz na dwa miechy jest spoko, bo to wielka kasa na raz, czy bez sensu, bo trzeba to rozplanować na żarcie, imprezy, rachunki i benzynę, bo przecież nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle wpadnie następna sumka. Zdecydowanie wolę takt od 1-go do 1-go. A jak się ma łeb na karku to jest to od 1-go do 1-go na całkiem luksusowym poziomie.

        Usuń
    11. Witam,
      Pierwszy raz zostawiam komentarz, ale to dlatego, że post, który napisałaś odzwierciedla w 100% to o czym myślałam ostatnimi czasy. Też przeżywałam, jak jedna z 832857298 dziewczyn lekkie "uzależnienie" od blogowego świata. Przeglądanie ogromnej ilości blogów dziennie, o treściach, nie oszukujmy się, średnio wysokich lotów zajmowało mi zdecydowanie za dużo czasu. Perspektywa wspaniałych zarobków, za bardzo mały moim zdaniem wkład czasu własnego w pracy nad blogiem - przyznaję - kusił. Już miałam zamówioną domenę, już myślałam nad stworzeniem strony, przeglądałam setki stron z ciuchami w necie, liczyłam każdy grosz, a nie miałam go zbyt wiele, na co wydać, co kupić, żeby zaprezentować na blogu. I nie, nie mam 18 lat, a 10 lat więcej. Na szczęście przyszło otrzeźwienie. Może powolne, stopniowe, ale jednak. Zaczęło mnie to nudzić. Cholernie. Kiedy widziałam zdjęcia żarcia na instagramie, przepraszam, ale zaczęłam się zastanawiać, kto pierwszy zacznie umieszczać zdjęcia przetrawionych pokarmów, w sensie, która kupa bardziej glamour. Końcowe otrzeźwienie przyszło z dość głośną sprawą Fashionelki. Kiedy napisała, że umieszczenie dwóch postów dziennie, to....objaw pracoholizmu. Spadłam wtedy z krzesła. Uświadomiłam sobie jak inne mamy spojrzenie na życie, pracę, czas. Bo przypomniałam sobie jak w zimie zapier..... po 12 godzin dziennie w śniegu (nie, nie zbieram śmieci;), jestem niepracującym już obecnie w zawodzie inżynierem). Nieraz nawał pracy powodował, że nie spałam do 4 nad ranem (co nie znaczy, że uważam to za normę, bo tak być nie powinno). Ale wracając. Ok, są dziewczyny, które po prostu "trafiły". Założyły bloga w odpowiednim czasie, trzepią z tego niezłą kasę. Poziom większości blogów - koszmarnie żenujący. Zero, absolutne zero głębszych, ciekawszych tematów. Zresztą wiesz sama jak to wygląda.
      To, że wygrałaś, to chyba wiesz najlepiej Ty sama, a pytanie jest zupełnie zbędne.
      Ja też jestem "w drodze do wygranej". Zaczęłam solidne przygotowania do egzaminu językowego, poświęcam teraz 90% czasu na swój rozwój. Jak pomyślę ile czasu poświęciłam na tak nieistotne pierdoły jak cały ten blogowo-modowy światek, to aż nie wierzę. Wiadomo, jestem kobietą, lubię ciuchy, zakupy, lubię inspirować się ciekawymi zdjęciami. Mam teraz w zakładkach może 5 stron, które odwiedzam regularnie. Resztę - nie warto, po prostu szkoda mojego czasu.
      Pozdrawiam Cię i życzę Ci samych sukcesów na drodze zawodowej.
      B.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Komentarz idealny. Nic dodać, nic ująć.

        Dziękuję Ci B.

        Usuń
      2. Eve-r-green,
        Mam do Ciebie nietypową prośbę, chciałabym, żebyś nie umieszczała tego komentarza na stronie. Bardzo Cię proszę również o usunięcie mojego komentarza z 21 lipca 2014. Tak, wiem, szalone:) Nie, nie jestem hejterką, nikim podejrzanym:) Bardzo lubię Twojego bloga i przeglądając go (daaaaawno nie było nic nowego:( zobaczyłam swój stary komentarz! Co do meritum zgadzam się w 100%, jednak widzę, że nie wyraziłam się dokładnie, przytoczyłam przykłąd Fashionelki jako osoby, która mówi, że jest pracoholikiem - akurat tak jak pisałam, mamy inne spojrzenie na życie...ale później pisałam o blogach bezwartościowych itp. A jej blog akurat uznaje za naprawdę jeden z lepszych w polskiej blogosferze. Robi dobrą robotę od lat i nie chcę, żeby ktoś kto czyta ten komentarz myślał (MYLNIE), że jest on o niej. Będę bardzo wdzięczna za to, że go usuniesz. Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na dalsze wpisy, o ile praca nie pochłonęła Cię zupełnie:)
        B.

        Usuń
    12. Co za boski wpis! Gratuluje, bo jak dla mnie to wygralas :) Tez sie zajmuje tym calym blogowaniem, ale jako hobby, zabicie czasu itp. Nigdy bym tego nie nazwala praca, a juz tymbardziej meczaca lub ciezka! ha Zabawa i tyle :) Fantastyczne zdjecia i do tego Barcelona...jedno z najpieknieszych miast Europy!

      Pozdrawiam serdecznie,

      Karolina

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dobrze powiedziane. Podobywuje mnie siem. Kasia

        Usuń
    13. Napisane tak, jak trzeba. Prosto, od serca, bez pardonu. Zresztą nie po raz pierwszy i nie ostatni na tej stronie znajduję taki wpis. Po takie treści i po taką jakość zdjęć zawsze warto wracać. Żadna praca nie hańbi a już na pewno nie ta, która przyczyniła się do odbycia tak pięknej podróży. Samo się wyklaruje jak będzie potem. Póki co, pozwól życiu biec swoim torem. Powodzenia

      OdpowiedzUsuń