Hot or not - podsumowanie stycznia

Relacja prasy z pokazu Bohoboco




Z niecierpliwością czekałam na zdjęcia z pokazu duetu Owczarek i Lach. Bohoboco jest moim zdaniem jedną z ciekawszych polskich marek, więc warto trzymać rękę na pulsie. Jakież było moje zdziwienie, gdy następnego dnia po pokazie przeszukując portale modowe nie natknęłam się na ani jedne (!) zdjęcie sylwetek z kolekcji, za to po piętnastym kliknięciu myszką na pamięć znałam twarze i kreacje zaproszonych gości. Dodatkowym smaczkiem była rozgorzała w internecie dyskusja na temat stylizacji Jess kontra Maff. Tysiące komentarzy, oburzenie, zachwyt, zazdrość, podziw. Szkoda, że w tym wszystkim redaktorzy relacjonujący pokaz zapomnieli o najważniejszym - o pokazie właśnie. Jaki kraj, taka prasa. Szkoda.

HOT OR NOT?


Marcin Tyszka w wywiadzie dla "La Mode Info" o polskich blogerkach modowych


Pozwolę sobie zacytować dosłownie:

"Większość z nich toprzezroczyste panienki, które bały się zadać jedno pytanie. Być może byłyonieśmielone, ale jeśli są tak wstydliwe daleko nie zajdą w branży. Znamzagranicznych blogerów np. Bryanboy i to są ludzie przebojowi, którzy naprawdęcoś sobą oferują. Niestety percepcja świata mody polskich blogerek kończy sięzwykle na otwarciu nowego sklepu H&M. Dlatego nie widzę siły i potencjałupolskiej blogosfery, choć oczywiście są też wyjątki, cenię sobie Patryka Strzałę,z którym od czasu do czasu koresponduję i wróżę mu świetlaną przyszłość." 

(źródło: www.lamode.info - cały wywiad TUTAJ)

Zastanawiałam się, czy w ogóle wspominać o tym w zestawieniu, ale nie lubię przechodzić obojętnie obok rzeczy, które mnie bulwersują. Chodzi o to, że w życiu można osiągnąć duży sukces i pozostać miłą osobą w zgodzie z samym sobą albo też wejść do świata sławy i showbiznesu z wodą sodową zamiast mózgu. Niewątpliwie to drugie przydarzyło się  Panu Tyszce. Osobiście dam sobie rękę uciąć, że nasza wielka gwiazda przed zleceniem Deni Cler nawet nie słyszała o dziewczynach, z którymi przyszło mu pracować( z tego co się orientuję to udział w sesji brała Karolina z charlize-mystery.blogspot.com i Dominika z movesfashion.blogspot.com) i fakt ten musiał mu nieźle zryć psychikę - w końcu te nieśmiałe, przezroczyste panienki były dla kupującego go klienta tak samo ważne jak światowiec Tyszka. Zachowanie spokoju i klasy cenię znacznie wyżej niż lizodupstwo i robienie z siebie najważniejszej osoby na świecie, ale - Panie Marcinie śpieszę z wyjaśnieniami - również i takie blogerki ma w swoim arsenale nasza polska blogosfera, proszę się nie martwić (Jess, Tamara - pozdrawiam). Gdyby jednak Panu Tyszce było mało zuchwałości zawsze może ukoić swoje rozedrgane nerwy kolejnym sezonem przebojowego "Woli i Tysio", który niewątpliwie wywindywuje promocję polskiej mody na niedościgniony dla nas, blogerek, poziom.Nie wiem też na jakiej podstawie Pan Tyszka wywróżył świetlaną karierę blogowi Patryka Strzały, który jest jednym z najsłabszych męskich blogów ever, a dziecinność i pretensjonalność wpisów woła o pomstę do nieba. Fajnie, że "korespondowanie od czasu do czasu" z gwiazdą wielkiego formatu równa się w Polsce z osiągnięciem oszałamiającego sukcesu.Naprawdę, chapeau bas.

HOT OR NOT?


Posłanka Krystyna Pawłowicz

Zgroza, ciemnogród i po raz kolejny utwierdzenie się w przekonaniu, że nie warto mieć do czynienia z polską polityką. Dno i 30 km warstw mułu. Szkoda słów na dłuższy komentarz.


HOT OR NOT?


Rihanna na (po) Openerze 



Ta wiadomość zelektryzowała wszystkich fanów Riri i całkiem słusznie. 7-go lipca artystka wystąpi na specjalnym koncercie na terenie festiwalowym, a wszystkie osoby posiadające karnety na festiwal Open'er będą mogły delektować się koncertem bez dodatkowych opłat. Teraz już tylko należy trzymać kciuki za skuteczną realizację obietnicy organizatorów imprezy, a pod pierwszym weekendem lipca nabazgrać w terminarzu "Gdynio, nadchodzę!".

HOT OR NOT?


Nowe trendy na wiosnę


Jak się człowiek dłużej nad tym zastanowi, to wszystko wydaje się być logiczne: nowe trendy co sezon są po to, aby projektanci mogli skasować swoje miliony nowych dolarów, a żeby tak się stało wymyślają kolekcje, które ni cholery nie są spójne z tym co masz już w szafie. Schemat jest prosty - Ty w panice i z obłędem w oczach stwierdzasz, że nie jesteś "in" i w pośpiechu lecisz do pobliskiej galerii wykupując trzy czwarte wiosennych ciuchów w obrzydliwie nieproporcjonalnych do jakości cenach, a Robert Kupisz zasypia niczym niemowlę w przekonaniu, że 350 zł za t-shirt to jednak wcale nie taka wygórowana cena. Brzmi znajomo? Gratulacje, jesteś prawdziwą fashionistką! Z pewnością doskonale już wiesz, że w Twojej garderobie brakuje czarno - białych pasów i kratek a'la Balmain, a szmaragd w kwietniu 2013 będzie tym, czym mięta w kwietniu 2012, a całą resztę niemodnych ubrań należy wyrzucić do kosza. I tak co pół roku. Yeaaay.

HOT OR NOT?
(Wybaczcie, ale kocham tą nieprzewidywalność).


Pisarski debiut Ilony Felicjańskiej


(Yeah, again!)

No i się doczekaliśmy. Polska wersja Greya - "Wszystkie odcienie czerni" (bardziej pretensjonalnego tytułu już chyba nie dało się wymyśleć). Autorka? Tam ta ta taaaam, fanfary proszę - upadły anioł showbiznesu, czyli Ilona Felicjańska. Doprawdy, nie przychodzi mi do głowy żadna inna osoba, która aż tak desperacko pragnie z powrotem wspiąć się na szczyt sławy i bawić między telewizyjną śmietanką polskich celebrytów. Fragmenty książki, które krążą już po internecie (przykładowo TUTAJ) są dokładnie takie same jak wszystkie ostatnie wypowiedzi byłej modelki - żałosne. Rozpaczliwe próby zwrócenia na siebie uwagi poprzez szokujące wypowiedzi być może skutkowały jeszcze z rok, dwa lata temu, dziś mam ochotę podejść do Ilonki i zawinąć ją w białą kurtkę z bardzo długimi, oplatającymi się na plecach rękawami. Śmieszne to, tak się staczać na oczach wszystkich ludzi. Smutne, że wśród tych ludzi są też oczy dzieci Felicjańskiej. Żałość i litość.

(A tak na marginesie to wydaje mi się, że język polski jest zbyt wulgarny, kliniczny i absolutnie bez wydźwięku erotycznego jeśli chodzi o seks i wszystkie sprawy z nim związane, tak więc próby napisania polskiego thrillera erotycznego spełzłyby na panewce nawet wtedy, gdyby zabrał się za to Miłosz do spółki z Gombrowiczem. Tak gwoli bycia sprawiedliwym.)

HOT OR NOT?


Piosenka stycznia

Są takie kawałki, które nie wychodzą z głowy, tylko aklimatyzują się tam na dobre - nucisz je nieświadomie podczas obierania ziemniaków, szorując zęby pod prysznicem czy śniąc w najlepsze w najgłębszej fazie REM. Piosenką stycznia zdecydowanie pod tym względem był dla mnie HAIM  ze swoim utworem "Don't save me". Kojarzy mi się z latami 80-tymi i po prostu wwierca się w mózg. Uwielbiam. Na drugim miejscu, z minimalną stratą punktową ICONA POP z "I love it". Biorąc pod uwagę sukces jaki ten kawałek odniósł w Niemczech obstawiam, że za jakieś dwa miesiące będziemy się tym jarać w Polsce. A wy - moi drodzy czytelnicy - będziecie mieli już wszystko obczajone. How cool is that, hmm?

 
Haim - Don't save me (Cyril Hahn Remix)

 
 Icona Pop - I love it, I don't care


Internet nie zapomina. No i ?


W styczniu było też głośno o niejakim Petterze Kvernenga. Ów chłopczyna wstawił na swoją tablicę na Facebooku foto, z którego spoglądała lekko zahukana blondynka i on sam, dzierżąc w dłoni karton z napisem "Cathrine obiecała mi seks, jeżeli to zdjęcie otrzyma milion lajków". No i rozpętała się burza. Jedni uważali to za śmieszne (w tym początkowo ja), inni rwali włosy z głowy wyznaczając nowe standardy prostytucji, w których żebrolajki odgrywały rolę waluty za seks (Hatalska). Pojawiła się dyskusja na temat stwierdzenia, że w sieci nic nie ginie i nawet kasując swój post nie możesz mieć pewności , czy dwudziestu Twoich zaciekłych wrogów nie zrobiło z rozrzewnieniem print screena, w głowie obmyślając plan użycia go przeciwko Tobie. Jasne, zgadzam się. Internet nie zapomina. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem wrzucamy tam zdjęcia dla śmiechu, dodajemy głupawe komentarze czy posty, pod którymi za parę lat być może się nie podpiszemy, bo nasze poglądy ewoluują, zmienią się. Czy to oznacza, że mam powstrzymywać się przed aktywnością w social mediach? Również tą mniej poważną? Czasami wydaje mi się, że eksperci od wizerunku, PR-u oraz specjaliści od mediów społecznościowych każdą linijkę, zdjęcie i status na Facebooku czy też innym portalu mierzą miarą dyrektorskiego stołka CEO poważnej firmy, który wyprany jest z poczucia humoru i świadomości, że młodość rządzi się swoimi prawami i ma prawo do błędów. Osobiście nie znam ani jednej historii nikogo z moich znajomych (ani znajomych moich znajomych), która opowiadałaby o wywaleniu z pracy delikwenta wstawiającego na fejsa zdjęcie z poduszką - cycem i pijącego piwo z wiadra. Inna sprawa, czy ktoś takie foty wstawia sobie sam dla fun'u czy są one kopiowane i krążą w sieci bez zgody autora (co już takie fun'owe nie jest - patrz: wiocha.pl). Niemniej jednak wszystko jest dla ludzi i myślę, że dopóki to co wrzucasz do social mediów jest Twoim zdaniem odpowiednie i się z tym utożsamiasz, to nie ma najmniejszego problemu. A nawet jeśli kiedyś utożsamiać się przestaniesz to i tak nic nie szkodzi. Piszący swego czasu instrukcję robienia loda (i to nie tego spożywczego) Kominek nie narzeka dzisiaj na brak opiniotwórczości i kontraktów reklamowych.

(Pragnę też odnieść się do rzekomego poszkodowania wizerunku Cathrine, która widnieje na tym zdjęciu. Śmiem twierdzić, że w dużej mierze - a przynajmniej w połowie - była ona sprawczynią całego głupawego zakładu i założę się, że stawiając taki warunek Petterowi była pewna, że zdjęcie nie przekroczy progu tysiąca lajków. Jak się okazuje - "karma is a bitch", więc naprawdę szczerze drażnią mnie patetyczne zdania, że jest teraz pokazywana palcami i wyśmiewana. Cierp ciało, jak chciało.)

HOT OR NOT?
(Hot za życiem zgodnym z własnymi poglądami i wrzucaniem go do sieci w formie w jakiej odpowiada nam samym).


And the Oscar goes to...



W tym miesiącu udało mi się obejrzeć 4 filmy nominowane do Oscara. 2 z nich były naprawdę świetne, dwa dobre, a jeden w ogóle mnie nie zachwycił. Do czołówki z pewnością należy zaliczyć "Django Unchained" Tarantino. Idealnie dobrani aktorzy (fantastyczny Christoph Walz oraz  Leonardo DiCaprio w rolach głównych oraz równie genialna Laura Cayouette jako siostra Calvina), świetna historia i reżyseria, w dodatku film opowiedziany w humorystyczny (scena najazdu w białych kapturach a'la Kuklux Klan rozbraja, oboje z małżem płakaliśmy ze śmiechu na kanapie), a zarazem zastanawiający nad czasami niewolnictwa, sposób. Moim zdaniem film, który z pewnością zasługuje na wyróżnienie. Obowiązkowa pozycja w repertuarze każdego kinomaniaka.

Do czołówki zaliczam też niewątpliwie "Zero Dark Thirty" Kathryn Bigelow opowiadający o 12-letniej mozolnej misji znalezienia Osamy bin Ladena (na faktach). I po raz kolejny mamy tu doskonale dobraną czołówkę aktorów (dla mnie to bardzo ważny element całej składni filmu. Nie ma chyba nic bardziej irytującego od świetnej roli zagranej przez nieodpowiedniego bohatera), z Jessicą Chastain na czele. Pojawiły się głosy, że film jest propagandowy, gloryfikuję Amerykę i ma za cel poparcie polityki zagranicznej Stanów, jednak moim zdaniem jest to ciekawie nakręcona historia. Są ludzie, którzy uważają sposób schwytania i zabicia bin Ladena za bestialski i urągający godności człowieka, ja jestem zdania, że są zbrodnie, które zasługują na najwyższą karę (bin Laden, Brejvik), a sprawiedliwy proces skłoniłby się i tak ku takim samym wnioskom. Do dziś okropnie wzrusza mnie tragedia rodzin ofiar z zamachu na WTC i nawet nie potrafię sobie wyobrazić jaki ból i pustkę czują najbliżsi zmarłych. Co ciekawe - chyba właśnie przekornie do obrazów, które znamy z TV, w filmie nie pokazano dokładnie twarzy ani ciała Osamy. Film obnaża techniki śledcze CIA, ukazuje obyczaje Muzułmanów, jak i ich największe obawy przed poniżeniem (ściśle związane z wyznawaną religią). "Zero Dark Thirty" to najlepszy obraz roku 2012-go zdaniem Stowarzyszenia Nowojorskich Krytyków Filmowych i National Board of Review. Z mojego punktu widzenia pewniak do zgarnięcia co najmniej jednej statuetki.

Kolejne filmy to "Life of Pi" i "Argo". Na ten pierwszy wybraliśmy się do kina (ja nie wiem, ale w Niemczech nawet kino 3D jest lepsze - dostaje się całkiem inne okulary, po których nie bolą oczy) i w sumie nie żałuję, bo niektóre sceny były naprawdę przepiękne i fajnie było to obejrzeć w całej okazałości na dużym ekranie. Nie powiem jednak, żeby film zachwycał. Historia raczej z gatunku pięknych bajek niż prawdziwych wydarzeń, ale czasem - jak zgodnie stwierdziłyśmy z moimi dziewczynami na Facebooku - trzeba się oderwać od rzeczywistości i zresetować umysł ładną oprawą i wzruszającymi obrazkami. Na miłe zakończenie weekendu film jak znalazł, jednakże moim zdaniem zbyt banalny na Oscara.

Za "Argo" przemawia historia oparta na prawdziwych wydarzeniach oraz fajny dokumentalny charakter filmu. Co prawda Ben Affleck jest trochę trywialny i jego rola zbawiciela rodaków momentami staje się zbyt dosłowna, ale ogólnie film trzyma w napięciu i jest dość emocjonujący. Warto obejrzeć do samego końca, gdzie po wyświetleniu końcowych napisów ukazują się prawdziwe zdjęcia osób biorących udział w ewakuacji z Teheranu. Jednym słowem - całkiem niezłe kino rozrywkowe z dość przewidującym (happy) endem. 

Sporym rozczarowaniem zakończyło się dla mnie obejrzenie "Beast of the southern wild". Dla wielu krytyków film o różnorakim pojmowaniu piękna i szczęścia, dla mnie zbyt oniryczne i dosłowne sceny wykorzystujące małą, wzruszającą dziewczynkę walczącą z przeciwnościami losu. Konstrukcja filmu dziwna, tytułowe bestie (pomijając metaforę do cywilizacji spoza "Wanny") jako przerośnięte guźdźce są tam nie wiadomo po co, zbyt dużo niedopowiedzeń, materiał zdecydowanie za długi, z ogromną dawką niepotrzebnego patosu. Za sporą przesadę uważam też nominowanie tytułowej Hushpuppy do Oscara - w historii kina było wiele fantastycznych ról granych przez dzieci, które na tę nagrodę zasługują o wiele bardziej niż buńczuczna murzyneczka z dwoma minami na krzyż. To, że jest rozczulająca nie powinno być wyznacznikiem wielkiego talentu i aktorstwa. Film nie z mojej bajki i estetyki, ale jak zawsze polecam Wam chociażby po to, aby móc wyrobić sobie o nim swoje własne zdanie.


HOT OR NOT?



Co prawda styczeń nie dobiegł jeszcze końca, a ja ze swoją niekończącą się kreatywnością znalazłabym z pewnością drugie tyle faktów zasługujących na opisanie, ale obiektywnie stwierdzam, że jest końcówka weekendu i wielu z Was i tak nie dotrwa do końca tego tekstu (kac, zmęczenie, trzeba wcześnie iść spać itd), więc wielkodusznie kończę na dziś życząc Wam kolorowych snów i jak najmilszego poniedziałku.


THE END

kategorie:

20 komentarze :

    1. Tak, Tyszka też rozwalił mój system. Ale ja to zawsze powtarzam, że tak to potem jest, jak ktoś nie ma bladego pojęcia o blogosferze, a śmie się na jej temat wypowiadać, albo w jakiś sposób z nią współpracować.

      OdpowiedzUsuń
    2. Ja sie odniosę tak prawie po kolei.
      Co do pokazów. Niestety jest to rosnąca już od lat tendencja gdzie w blaskach fleszy celebrytów na ściankach sponsorskich ginie cel spotkania owych. jak dla mnie celebryta na wydarzeniu oznacza klape tego wydarzenia bo widocznie potrzebne przeciętnej kowaslkiej są takie, że woli oglądać jak bardzo tyłek odsłoniła doda niż to jak zdolnych mamy ludzi. Nie od dzis widomo ze nasza szerokoścv geograficzna lubuje się bardziej w szyderstwei soob znanych niż chęci poszerzenie horyzontów czymś więcej niz zdjęciami na pudelku.
      Pan Marcin Tyszka pokazał tylko, że jego gwiazda świetności z szumem mija i nalezy co jakiś czas o sobie przpomnieć coraz bardziej żenującym zachowaniem. Nie ujmuję mu talentu i pięknych zdjęc ale chryste skąd ta moda by osoba dobra w kładzeniu kafli wypowiadała się o fizyce kwantowej? Nie znasz sięna blogach ani tym bardziej na szoł bizie usmiechnij się ładnie znad kupy w zoo i zamknij jadaczkę zanim przejdziesz kolejna granice zazenowania Twoją osoba.
      Co do Open'era to ja jako fan koncertów zespołów prawdziwego instrumentu (gotara, perkusa, klawisze COLDPLAY!:P) riri się az tak nie jaram ale jaram się tym, że w dzięki temu festiwalowi coraz fajaniejsze gwiazdy przekonują sie, że polska to nie piąty świat i fajnie tu koncertować i co ważniejsze wracać :)
      Och z niecierplwiością czekam na wysyp kolejnego ataku klonów na blogaskach które tak zalewją mnie swoją oryginalnoscią. Mówisz szmaragd. Fantastycznie :) Czeka nas zalew nadzieji zatem :D
      Zupełnie nie rozumiem co się dzieję z Iloną, Jestem trochę nieobiektywna bo znam ją osobiście, pracowałam z nią i jej dziwne zachowania, kompulsywne zwracanie uwagi jest dla mnie czyms zupełnie niezrozumiałym i niepojętym. Prywatnie to bardzo fany, ciepły człowiek z którym dobrze się rozmawia ale przed kamerami z przykrością zauważam zmienia się w kłębek "paczcie na mnie" zrobie wszystko. Szkoda trochę.
      Utwór faktycznie siada w mózg ;) przesłuchałam go już trzy razy od kiedy piszę drobny elaboracik komciowy :P
      Intenret nie zapomina i znajomi nie zapominają. A właściwie "znajomi". I nie chodzi nawet o smieszne akcje bo w kategorii takich traktuję wyzej opisaną tylko o to, ze internet pbnaza to czego nie widzimy na codzien spotykajac sie ze znajomymi raz na jakis czas. Od momentu powstania portali społecznościowych i spopularyzowania ich przekonałam się naocznie jak wielu moiuch już byłych znajomych tp kretyni. Tak bez dyplomacji i naprawde bez żadnej przesady. Wiec tak intenret nie zapomina, ludzie którzy czytają Twoje gorzkie zale codziennie bo zła praca, bo zła zima, bo zły chłopak, bo boli palec, stopa i w ogóle nikt mnie nie lubi kto się da wykorzystać nie zapałają do Ciebie miłoscią a raczej niechęcią zaś głupie zdjęcia są po to żeby były głupie i zabawne. Natomiast zenada i kretyznim w którym ktoś się cotydzień chwali jak się porzygał na kiblu nie jest ani smieszne, ani zabawje i nie sadze by miało byc jakoś specialnie chetnie czytane przez znajomych. Durne zdjecia kreatywnosci naszych znajomych sa spoko. Komplusywne chwalenie sie nie umiejetnoscia panowania na sobie przy butelce wodki nie sa spoko. I mysle, ze w kategorii intenrt nie zapomina bardziej chyba chodzi i to. Oraz o historie pana policjata ktory przeszedl na wczesniejsza emeryture bo na kwejku pojawilo sie jego zdjecie takc zesto ze stracil szacunek kolegow oraz ludzi krtorym mial w swoim zawodzie pomagac. Bycie w zgodzie ze soba tu i teraz. Hot jak najbardziej. :)
      Co do filmów widziałam póki co tylko zycie Pi i mam takie samo zdanie. Na ten film idzie się dla pięknych obrazków a nie bpgatej historii która jest nietuzinkowa. Połączenie obu elementów czyli pieknych obrazków i niezwykłej historii zdarza się bardzo rzadko i na oógl nazywa się np. King's Speech :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ja popełniłam najdłuższy post w historii bloga, a Erill najdłuższy komentarz :) Congrats, you die it.

        Usuń
      2. Wygrałam medal z kartofla? :D

        btw. miałaś dłuższe posty :P

        Usuń
      3. wreszcie ktoś tu mówi prawdę!

        Usuń
    3. Lepiej robić z siebie idiotę w telewizji, być wyszczekanym, niż spokojną blogerką :]

      Co za burak z niego!!

      OdpowiedzUsuń
    4. Pan Marcin wrzucił niemalże całą blogosferę do jednego wora, zastanawia mnie ile blogów modowych przeczytał de facto... Jeśli chodzi o nowe trendy- zakochana jestem w pokazie Chanel wiosna 2013. Styl, który tutaj dominuje wyraźnie odpowiada mojej stylistyce.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. A mi właśnie nowa kolekcja Chanel jakoś średnio podchodzi. Buty z pokazu są np straszne.

        Usuń
    5. Dobrze piszesz.Byłam na tym spotkaniu i owszem rozmawiałam w 4 oczy z 'Panem' Tyszką.Szkoda,że nie wspomniał o tym ,że nie za bardzo chciał(miał ochotę) z nami rozmawiać.Podszedł jakby nie mógł a w jego stylu bycia wyczuwało się niesamowitą wyższość...miałam nadzieję,że te wszystkie negatywne opinie na jego temat,z którymi nie raz się spotkałam nie potwierdzą się...niestety myliłam się.Postawa jaką reprezentuje Marcin jest idealnym przykładem tego co wielki świat fleszy może zrobić z człowiekiem,który nie potrafi się opanować i tylko chce więcej i więcej nie zauważając co dzieje się z boku. Nie będę go oceniać bo szkoda na to czasu,powiem jedak szczerze,że spodziewałam się trochę innego 'spotkania' z M.T.

      OdpowiedzUsuń
    6. służę pomocą: http://www.fashionnow.pl/damskie/83,8,3823,bohoboco-miasto-wiosna.html

      OdpowiedzUsuń
    7. Django równiez jest moim faworytem :)

      OdpowiedzUsuń
    8. "W tym miesiącu udało mi się obejrzeć 4 filmy nominowane do Oscara. 2 z nich były naprawdę świetne, dwa dobre, a jeden w ogóle mnie nie zachwycił."- to ile w końcu było tych filmów?;)

      OdpowiedzUsuń
    9. 5. Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną :-D

      Dzięki!

      OdpowiedzUsuń
    10. Bardzo podobają mi się Twoje posty ;) masz (jak to się mówi) 'lekkie pióro' ;)
      Jeżeli chodzi o modę i trendy ja jestem zdania, że nie trzeba ślepo podążać za moda. Wiadomo, że silą rzeczy, chcąc coś kupić w jakiejkolwiek sieciówce będzie ona 'naszpikowana' modnymi w tym sezonie ubraniami i dodatkami. Jednak nie można dać się oszołomić i należy kupować z rozwagą. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie na mega modne spodnie, buty czy torebkę, aczkolwiek nie popadajmy w panikę, gdy najmodniejszego trendu zabraknie w naszej szafie, bądź zwyczajnie szkoda nam wydać dużej ilości pieniędzy na jedną rzecz. Ubierać powinno się według swojego uznania, a nie tak jak nakazują nam projektanci ;)

      OdpowiedzUsuń